347

18/08/2016

Myślę, że każda Mama w swoim życiu musi przejść taki kryzys, gdzie wydaje jej się, że macierzyństwo ją przerasta. Natłok obowiązków, krzyki, piski, kwiki potrafią przytłoczyć. I chyba właśnie ja teraz jestem w takim stanie. Ten tydzień po prostu… aż brak mi słów. Towarzyszy mi ciągłe zmęczenie, roztargnienie, nerwowość, co niestety, obija się na całej mojej rodzinie. Nie mam dla siebie wytłumaczenia. Czasem mam wrażenie, że dobrze by mi zrobił samotny wyjazd w odosobnione miejsce. Bez dzieci, męża, telefonu i z absolutnym brakiem obowiązków. I tak wiem, że bym tęskniła. Bardzo! Bo pomimo tego wszystkiego nie wyobrażam już sobie, że mogłabym przeżyć dzień bez uśmiechów moich Maluszków.
W zasadzie ciągle jestem z dziećmi, przez większość czasu sama. Idę do sklepu – trzeba wziąć dzieci. Fryzjer – z dziećmi. Spacer – no jak bez dzieci? Lekarz – właściwie to tylko wizyty dla dzieci. Weekend? Staramy się spędzać aktywnie – oczywiście dla dzieci. Dzieci, dzieci, dzieci… I tak w kółko. Tak właśnie wygląda macierzyństwo i rzadko kiedy któraś Mama przyzna się do tego, że potrzebuje odetchnąć. Pełną piersią najlepiej!
Kocham ich. ogromnie, ale potrzebuję trochę czasu dla siebie. Najlepiej z przyjaciółmi, którzy nie mają czasu dla mnie. Tak, o! Po prostu, spotkać się chociażby na herbatce – bez dzieci. Herbatka bez dzieci? Hurra! Impreza!
Bo dzieci potrafią przytłoczyć. Pomimo ogromu miłości, którą staram się im przekazać, czasem chciałabym móc spędzić dzień bądź dwa bez krzyków, pisków, kwików i obowiązków.
Ale pomarzyć każdy może, prawda? ;)

tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , ,

346

04/02/2016

Czasem w życiu trzeba podejmować trudne, aczkolwiek właściwe decyzje.
Wczoraj pożegnaliśmy się z naszym szesnastoletnim pieskiem, Maxem. Był chory i to było dla niego najlepsze…
Ciężko było na to patrzeć, ale w takiej chwili chciałam być przy nim, chociaż serce pękało na pół. Bolało to, że pomimo całej miłości do niego, nie można go było uratować. Zycie z niego uchodziło, a ja mogłam tylko stać, patrzeć i głaskać go do ostatniego uderzenia jego serca…
Był wspaniały, chociaż czasem ciężko było z nim wytrzymać. Ale nikt i nic go nie zastąpi. Nigdy. W moim sercu i wspomnieniach zawsze będzie tylko Mój Maxiu.

Trzymaj się, Staruszku! Mam nadzieję, że trafiłeś do psiego raju… i że jeszcze kiedyś będzie nam dane się spotkać. :’(

20160203_134709

tagi: , , , , , , , , , , ,

345

27/08/2015

Więc tak to jest. Wychodzisz za mąż. Rodzisz pierwsze dziecko, potem drugie. I tak jakby automatycznie zostajesz wyrzucony poza margines społeczny.

Wieczór Panieński mojej ‚przyjaciółki’.
Siedziałam między tymi wszystkimi dziewczynami i zdałam sobie sprawę, że to już nie moja bajka. Moja przyjaźń z trzema dziewczynami się rozpadła. Wydaje mi się, że potajemnie zostałam wyrzucona z ich kręgu. Najbardziej boli to, że miałam nadzieję, że te przyjaźnie będą na zawsze. I boli to, że zrozumiałam, że one miały czas dla siebie praktycznie zawsze. Dla mnie w ogóle. Co jest dziwne zważając na fakt, że to ja powinnam nie mieć czasu dla nich ze względu na męża i dwójkę dzieci, ale tak nie było, nie jest i nie powinno być. Widziałam te ukradkowe spojrzenia, jakieś własne sekrety. Tak w zasadzie to nawet nie wiedziałam, jak z nimi rozmawiać… Przykre, ale prawdziwe. Siedziałam tak i zdałam sobie sprawę z dwóch rzeczy: pierwsza – że czułam się tam zbędna i nie było mi z tym jakoś specjalnie źle, druga – że jedynym miejscem, w jakim chciałam być w tamtym momencie to ramiona mojego męża. Bo on jako jedyny zawsze przy mnie był. Jest. I mam nadzieję, że zawsze będzie. W dobrym i złych chwilach. Nie zawsze pragnę ze wszystkiego zwierzać się właśnie jemu, ale chyba nie potrzebuję już tzw. babówek (spotkań z ‚przyjaciółkami’), gdzie mogłam ponarzekać na męża. Zdecydowanie mogę bez tego żyć.
Więc tak. Poddałam się. Całkowicie. I tak jakoś zrobiło mi się lżej na sercu.
Oczywiście, jeśli kiedykolwiek zapragną porozmawiać czy się spotkać, ja dla nich będę.
Ale ze szczerym sercem mogę powiedzieć, że nie wierzę już w przyjaźń na zawsze.

Ramiona mojego męża i uśmiechy moich dzieci są dla mnie najlepszym lekarstwem na całe zło.
I pomimo tego, że straciłam coś cennego w swoim życiu – jestem szczęśliwa. A to jest przecież najważniejsze.

tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

344

04/07/2015

Stało się.
27 czerwca 2015 roku o godzinie 4.30 na świat przyszedł Nasz Synek, Kacper, z wagą 2780g i 52 cm. Piękny, zdrowy i kochany.
Pełnia szczęścia! :)

343

22/04/2015

W nocy przeszłam kryzys wiary w prawdziwą przyjaźń. Miliony łez wypłakanych do poduszki…

‚Nig­dy nie wal­cz o przy­jaźń, o praw­dziwą wca­le nie trze­ba, a o tą fałszywą nie warto.’

Poddaję się.
Mam dość ciągłej walki o chwilę czasu dla mnie. Wiem, że każdy ma swoje życie, ale jeżeli ktoś określa się mianem ‚przyjaciela’, mógłby znaleźć małą chwilę na chociażby krótkie spotkanie, telefon czy odpisanie głupiego ‚dziękuję’ na życzenia świąteczne.
Zawiodłam się i to tak cholernie boli…
Koniec!
Teraz czas, by ktoś zawalczył o mnie.

*

Jestem w siódmym miesiącu ciąży. Ciężko to przechodzę. Już nawet stanie przez parę minut podczas robienia obiadu jest dla mnie ciężkie. Mam się oszczędzać i nic nie dźwigać. Trudno nie robić tego wszystkiego, kiedy przez pół dnia jest się samemu z dwu i pół letnim żywym dzieckiem.
Nie wiem, jak dam radę do rozwiązania.
Mimo wszystkich tych trudności najważniejszą dla mnie sprawą jest to, że moje dzieciątko rozwija się prawidłowo. A kopie tyle, że jak jeszcze urośnie to chyba rozsadzi mi brzuch. Ale kocham to uczucie! :)


  • RSS